Jak osiągnąć sukces?

Jak osiągnąć sukces?

Rozmowa się kleiła. Zresztą, nie miała powodów, żeby się nie kleić. W przedostatni weekend sierpnia klei się dosłownie wszystko.

Rozmowa się kleiła. Chyba tylko dlatego tak sprawnie przebrnęliśmy przez bezpieczną wymianę zdań na temat polityki prorodzinnej (o której obydwoje nie mieliśmy pojęcia) i lata w mieście (o którym, po trzech tygodniach bezwzględnych upałów, kolejny rok z rzędu wiedzieliśmy już wszystko). Mogliśmy po prostu dopić piwo i wyjść.

Zbierało się na burzę, ledwie zauważalne błyskawice raz na jakiś czas przeszywały niebo. Mieliśmy szansę zdążyć na ostatni autobus, ale perspektywa zmoknięcia w samym centrum miasta była zbyt kusząca. Nie pozostawało nic innego, jak tylko pogapić się w niebo, wypatrując pierwszych kropel deszczu i pogadać o życiu.

Nie, żebym miała coś przeciwko rozmowom o życiu. Lubię je na równi z letnim deszczem, pod warunkiem, że nie muszę na siłę nadawać rozmowie rytmu. W tym wypadku nie musiałam.

Rozmowa się kleiła. Nie wyolbrzymię, jeśli napiszę, że to właśnie życie, a nie polityka i meteorologia było jego mocną stroną. Miał masę planów, które, ku ogólnemu zdziwieniu, udawało mu się realizować. Był znacznie bliżej sukcesu, niż większość ludzi, z którymi miałam okazję porozmawiać, a jednak od wielu lat tkwił w tym samym punkcie. Bynajmniej nie wynikało to z faktu, że nie miał aspiracji, żeby być człowiekiem sukcesu. Wręcz przeciwnie – niczego nie pragnął bardziej, a przynajmniej takie sprawiał wrażenie. Jego problem polegał na tym, że bezustannie zaczynał od początku. Był kucharzem, spikerem, hodowcą egzotycznych ptaków, twórcą gier planszowych, dziennikarzem i krawcem. W każdej z tych dziedzin był całkiem niezły, jednak żadna z nich nie wydawała mu się na tyle frapująca, żeby się jej poświęcić do końca.

Spadł deszcz. Ale nie jakaś tam nędzna kapaninka, tylko prawdziwe letnie oberwanie chmury.

W drodze do domu myślałam o sobie. O tym, że swoje marzenie o aktorstwie porzuciłam, kiedy za pierwszym razem nie dostałam się do szkoły teatralnej. Że z kariery wokalnej zrezygnowałam mniej więcej wtedy, kiedy po przesłuchaniu zespół nie zdecydował się nawiązać ze mną współpracy. Że nie zostałam copywriterem, bo pierwsza agencja reklamowa, do której zostałam zaproszona na rozmowę kwalifikacyjną w ostatecznym rozrachunku przyjęła kogoś innego. Że nie napisałam tomiku, bo zupełnie anonimowa osoba w internecie określiła mój wiersz jako nic nadzwyczajnego. W obliczu krytyki stawałam się zupełnie nieporadna, pierwsze lepsze niepowodzenie sprawiało, że paliłam za sobą wszystkie mosty. I zupełnie jak on zaczynałam wszystko od początku.

Dlatego rozmowa się kleiła.

Jeśli wiesz, dokąd tuptasz, tuptaj sobie. Powolutku. Wbrew i mimo wszystkiego. Kroczek po kroczku. Tip-top za tip-topem. Bo to naprawdę dużo: wiedzieć, dokąd tuptasz