Jak ważna jest dla Ciebie pozycja społeczna?

– Chyba oszalałaś! – bulwers w jej głosie osiągnął w tym momencie jakieś sto dwa i pół na dziesięć. Jej twarz poczerwieniała ze złości, a bujne loki wydawały się rozprostować pod naciskiem dezaprobaty.

– Miałabym się umówić z TAK-SÓW-KA-RZEM? – zapytała z odrazą, akcentując dobitnie każdą z czterech sylab.

O Petroneli musicie wiedzieć, że jest umiarkowanie zwyczajną dziewczyną. Lubi dobrze się ubrać, ma przeurocze dołeczki w policzkach i konto na Netfliksie.

Podobnie jak wielu młodych ludzi wciąż nie do końca wie, czym chciałaby zajmować się w przyszłości. Fakt – jest zabawna i inteligentna, ale nie ma wielkich szans na Nobla w dziedzinie medycyny, a jej ostra reakcja na moją uwagę o tym, że wpadła w oko przystojniakowi, który sprawnie omijał dla nas korki, i to w godzinach szczytu, raczej dyskwalifikuje jej kandydaturę do pokojowej wersji tej nagrody.

Oczywiście rozumiem, że ludzie mają swoje preferencje. Sami decydujemy (i jest to absolutnie cudowne) o tym, co zjemy na śniadanie, gdzie spędzimy urlop i piątkowy wieczór, kogo mamy ochotę lepiej poznać, a z kim wolelibyśmy się raczej nie zapoznawać. Dlatego gdyby odpowiedziała po prostu, że gość nie jest w jej typie, najpewniej zapomniałabym o całej sprawie.

Przyznaję, jej dosadna reakcja trochę mnie zaskoczyła, ale przede wszystkim skłoniła mnie do przemyśleń na temat kultu pracy.

Myślę, że jest przereklamowany.

Jasne, świetnie mieć prestiżowy zawód. Taki wiecie, w którym widzą nas nasze babcie. Coś jak lekarz (masz doskonałą pamięć, jako jedyny z całej rodziny wiedziałeś, gdzie położyła okulary do czytania) albo wzięty prawnik (bo jeśli chodzi o dyskusje ideologiczne – nikt nie ma z Tobą najmniejszych szans).

Cenię lekarzy i prawników (nawet jeśli nie są wzięci ani do wzięcia). Chylę czoła nocom, które musieli zarwać, żeby zaliczyć sesję i dziękuję za każde istnienie, które udało im się uratować albo chociaż wybawić przed odsiadką, ale zupełnie nie rozumiem, dlaczego miałabym mniej cenić, dajmy na to, mechaników, księgowych, ślusarzy, brukarzy, hydraulików, sprzedawców, taksówkarzy, drwali, drwali, drwali i kelnerów.

Naprawdę trudno mi zrozumieć, że można kogoś dyskryminować tylko i wyłącznie ze względu na pracę, którą wykonuje – jest przecież tyle innych cudownych aspektów, przez które możemy dyskryminować mężczyzn. Wystarczy odrobinę się rozejrzeć – po lewej przemoc domowa, po prawej notoryczne zdrady, ignorancja, chroniczne lenistwo, uzależnienia… Już piskliwy głos wydaje się bardziej zasadny, nie wspominając już o nudziarstwie albo nałogowym oglądaniu sportu. Odnoszę jednak wrażenie, że znacznie prościej jest nam przymknąć oko na to wszystko, kiedy zgadza się status społeczny. I kiedy zgadza się hajs.

Kiedy czekamy na księcia, wolimy żeby przyjechał limuzyną, niż służbowym oplem, w dodatku wziętym w leasing. Nie mam do nas o to pretensji – byłabym bliższa oskarżenia o to te wszystkie wytwórnie filmowe, które wywołały u nas syndrom kobiety wybawionej. Nie interesuje nas, co takiego dzieje się po żyli długo i szczęśliwie, bezrefleksyjnie łykając to, co funduje nam popkultura. 

*

Rozanielony głos Heleny spowodował spięcia na liniach energetycznych w całej południowej Polsce. Chichotała nerwowo za każdym razem, kiedy wypowiadała jego imię. Trafiła na prawdziwy ideał. Studiuje weterynarię,  a wieczorami gra w kapeli rockowej. Na basie robi takie cuda, że miękną kolana, a źrenice jaśnieją o cztery tony już przy pierwszym riffie. Chciałby jak najbardziej odciążyć rodziców, dlatego weekendami, jeśli akurat ma czas, dorabia, jeżdżąc taksówką. Kolor by się zgadzał.

Podobało Ci się? Podaj dalej!

NIECH SIĘ NIESIE!