3 absolutnie genialne seriale dla dzieci i młodzieży, które najprawdopodobniej przeoczyłeś!

Zdradzę Wam sekret. Niewiele rzeczy na świecie sprawia mi tak wielką radość, jak oglądanie bajek. W efekcie zdarza mi się przeoczyć ważną premierę filmową, ale jeśli chodzi o animacje – jestem na bieżąco od 1996 roku, kiedy to w moim domu pojawił się odtwarzacz VHS. Za Pocahontas (no dobra, za Johna Smitha) i 101 dalmatyńczyków (no dobra, za Cruellę de Mon) poprzysięgłam wytwórni Disneya miłość, wierność i piątkowe wieczory. Dopóki kablówka nas nie rozdzieli.

Ale przecież nie samymi pełnometrażówkami człowiek żyje, dlatego dziś przed Państwem trzy seriale dla najmłodszych, które… co tu dużo gadać, zrobiły mi dzieciństwo.

 

Świat według Ludwiczka (1994-1998)

Jeśli komuś w ogóle mogę zawdzięczać swój sceptycyzm, bez wątpienia jest to Louie. Ninja słodkich ziemniaczków. Wirtuoz czarnego humoru. Elvis Presley absurdu.

Oprócz tego, że typ potrafił zjeść tuzin pączków szybciej, niż większość z nas jest w stanie wypowiedzieć Cedrowa Górka, co bez wątpienia zasługuje na miliony lajków, w serialu tak naprawdę żądzą dialogi.

Tata: Wspaniale Louie! Znowu popsułeś lodówkę!

Ludwiczek: Otworzyłem tylko drzwi, nic więcej.

Mama: Miesiąc temu Ulissonom wysiadł piecyk. Wczoraj oszalał toster Jensennów.

Tata: Ja chyba czegoś nie kumam!

Mama: Mówię, że mają NOWY piecyk i toster.

No i jest jeszcze jeden fakt – są to prawdziwe historie rodziny Andersonów spisane przed Louiego, prywatnie komika i stand-upera.

Aparatka (2001-2003)

Długo zastanawiałam się, jak najadekwatniej opisać Wam Sharon, czyli główną bohaterkę serialu. Mam to. Słuchajcie – Sharon to Bridget Jones w wersji dla nastolatków. Wychowuje się w niepełnej rodzinie, jest środkowym dzieckiem pomiędzy dwójką braci, a jej mama to stereotypowy psycholog. Bardzo stereotypowy psycholog.

Jej problemy oscylują między bolączkami każdej współczesnej nastolatki. Czasem chce być trochę popularna, częściej po prostu niezauważalna, ale przede wszystkim jej życie to pasmo niekończącego się obciachu. Bo jak inaczej nazwać fakt, że swój pierwszy okres zalicza na randce (notabene również pierwszej)? I że trafia z tego powodu na ostry dyżur?

Radiostacja Roscoe (2003-2006)

Jeśli w szkole średniej uważałeś się za buntownika, bo nosiłeś glany i nie mdlałeś, jak papierosy wypadły Ci wraz ze strojem na WF, słuchaj tego. Czwórka nastolatków, mając dość propagandy w szkolnym radiowęźle, zakłada własną (oczywiście mocno nielegalną) rozgłośnię radiową. Jest to miejsce, w którym nareszcie mogą poruszać aktualne problemy młodzieży, bez zważania na konwenanse. Wkrótce zyskują rzeszę słuchaczy, a co za tym idzie – władze szkoły za wszelką cenę próbują utopić ich projekt. 

*

Znaleźliście na tej liście serial swojego dzieciństwa czy udało mi się Was zaskoczyć? Czekam na Wasze propozycje kultowej trójki!

Szaaaafa gra!