Najgorsze spośród uczuć

zazdrość zawiść

Z okna mojej pracy mam widok na urocze podwórze, którego właściciele chyba lubią ptaki. A już na pewno lubią jajka, bo po owym podwórzu, zawsze kiedy temperatura przekracza siedem stopni Celsjusza, drepcze stado kurek.

Chciałabym napisać, że to niemieckie fawerole, których piórka przypominają bransoletki noszone na łydkach albo jeszcze lepiej – kury jedwabiste, bo wyglądają jak najprawdziwsza ptasia odmiana alpaki. Niestety. Kurki drepczące po podwórku to najbardziej powszechna odmiana na całym świecie, ot zwykłe rdzawobrązowe karmazyny, których pełno na każdej grzędzie.

Oprócz sześciu kur na podwórku można (a w zasadzie to trzeba dostrzec) pawia. Napisałam trzeba, bo naprawdę trudno zwrócić uwagę na kury, które, mimo znacznej przewagi liczebnej, jakoś tak zwyczajnie bledną na tle wielobarwnych pawich piór. Nic w tym zresztą dziwnego – gdzie tam pospolitym karmazynkom do pawia?

Z tego co zaobserwowałam podczas przerw w pracy, a musicie wiedzieć, że nie mam ich zbyt wiele, paw nie ma łatwego życia na podwórzu, co zresztą bardzo mnie zaskoczyło, bo byłam pewna, że z taką prezencją i charyzmą jak nic awansuje na ptasiego przywódcę. Tymczasem paw jest, delikatnie mówiąc, dyskryminowany.

Pół biedy, kiedy podejdzie do kury, która w samotności żuje sobie ździebełko trawy – wtedy co najwyżej odwróci się na pięcie (albo na tym, co ptaki mają zamiast pięt) i zagdacze coś w dezaprobacie. Gorzej, kiedy pawia najdzie ochota dołączyć na moment do całego stada. Wtedy niepozorne karmazyny zamieniają się w prawdziwe demony. Gdaczą coś, jedna przez drugą i stroszą te swoje rdzawe piórka, jakby miały się czym poszczycić.

I tak sobie myślę – jaki to cholernie ludzkie.

Nie wiem, czy spośród wszystkich negatywnych uczuć można wyróżnić coś bardziej wyniszczającego od zazdrości. A przy okazji tak bardzo powszechnego, bo, umówmy się, każdy z nas jej doświadczył, jeśli nie jako zazdrośnik, to na pewno jako jej obiekt.

Zazdrościmy wszystkiego – samochodu, pracy, urody, ciąży, sukcesu, figury, partnera, szczęścia, charyzmy, talentu, ogrodu, cery, biznesu, kariery… Mogłabym wymieniać godzinami, ale i tak nie wyczerpałabym wszystkich możliwości, dlatego zakończę na tych czternastu.

Oczywiście w niewielkich ilościach zazdrość jest nam potrzebna, tak to już jest z emocjami, że nawet te negatywne niosą ze sobą coś dobrego. Zdrowa zazdrość, w swojej łagodnej odmianie jest między innymi bodźcem do pozytywnej konkurencji, ułatwia nam realizacje własnych aspiracji i pozwala dowiedzieć się, czego tak naprawdę chcemy.

Z kolei jej chorobliwa odmiana, powiedzmy to sobie szczerze, niszczy nam życie. Nie osobie, której zazdrościmy, nie przypadkowemu przechodniowi na ulicy, ale nam samym. Bo zamiast skupić się na sobie, swoich zaletach, planach, mocnych stronach, myślimy o tym, czego nie posiadamy. Uwierzcie, nic bardziej nie oddala nas od realizacji własnych celów.

Bo gdyby kurki trochę bardziej skupiły się na sobie, pewnie wiedziałyby, że taki paw może im co najwyżej segregować robale. Bo to właśnie one, pospolite karmazyny mogą poszczycić się znakomitą pamięcią i zdolnościami matematycznymi. Co więcej – według najnowszych badań ich inteligencję i osobowość można porównać do psiej.

Zdziwko, co?

Podobało Ci się? Podaj dalej!

NIECH SIĘ NIESIE!