Za co nie lubisz swojej teściowej?

Telefon nie przestawał dzwonić. Mam taki układ z uczestnikami zajęć teatralnych, które prowadzę, że podczas warsztatów nie korzystamy ze smartfonów. W efekcie oznacza to tyle, że nie używam ich ja, bo średnia wieku na zajęciach wynosi dziesięć lat, oczywiście wliczając w nią moje dwadzieścia siedem i pół. No ale telefon nie przestawał dzwonić. Wibracje w mojej torebce wydawały się nasilać z każdym kolejnym sygnałem, choć nie przypominam sobie, żebym ustawiała taką opcję. Cichaczem wyjęłam telefon z tylnej kieszonki i spojrzałam na ekran. Mama M. Teściowa w sensie.

– Słuchajcie – zebrałam się w końcu na odwagę, wcześniej przyjmując pozycję, w której kamera ślęcząca mi nad głową nie była w stanie uchwycić tak nieprzyzwoitego czynu, jak wyjęcie z torebki telefonu.

– Dzwoni do mnie teściowa. Jeśli nie macie nic przeciwko, wyjdę na chwilę na korytarz, żeby do niej oddzwonić – i rzeczywiście już zbliżałam się do drzwi, kiedy nagle usłyszałam to.

– Jak teściowa, to niech pani lepiej nie oddzwania! – odezwał się rudy dzieciak z masą uroczych piegów na swojej, na oko, ośmioletniej buźce.

– Dlaczego? – zapytałam trochę odruchowo, oniemiona jego szczerością.

– A nie wiem, ale moja mama nigdy nie oddzwania! – wzruszył ramionami i wrócił do dewastowania stołu do piłkarzyków.

– Moja mama też nie lubi swojej teściowej! – wtrąciła się do rozmowy mała Sara – Jak taty nie ma w domu, a babcia do nas przychodzi, to gasi wszystkie światła i każe nam udawać, że nikogo nie ma w domu.

Wystarczy wstukać w Google hasło teściowa, żeby przekonać się, że ta rola nie cieszy się raczej dobrą sławą. Poszłam o krok dalej i wpisałam to teściowa w kilku różnych językach.

Obrazki z polskich, angielskich, czeskich i niemieckich stron właściwie niewiele się od siebie różnią. Na wszystkich króluje pomarszczona starsza pani z grymasem na twarzy. Przeważnie, a jakże (!) z miotłą albo wałkiem. Jest też cała masa memów. Niektóre, choć daleko im do Mount Everestu poczucia humoru, są całkiem niewinne.

– Czym różni się dobra teściowa od UFO?

– UFO ktoś kiedyś podobno widział.

Ale zdarzają się też takie, i jest ich całkiem sporo, które znacznie przekraczają granice dobrego smaku. Jak na przykład ten z mężczyzną, który na ramieniu niesie trumnę, a podpis brzmi: Prawdziwy zięć swoją teściową na rękach by nosił. Albo o teściowej na sto dwa – sto kilometrów od domu i dwa pod ziemią. Naprawdę lubię czarny humor, ale kurde, to przecież chodzi o mamę najbliższej nam osoby!

Inaczej sprawy mają się na stronach japońskich, gdzie pod hasłem 義理の母 znajdziemy obrazki uśmiechniętych pań w przyjaznych pozach – wszyscy wyglądają tak, jakby właśnie zażyli podwójną dawkę Prozacu.

Nie sądzę, że japońskie babcie aż tak różnią się od tych z całej reszty świata. Różnica polega raczej na kulturowym postrzeganiu rodziny. U nas już kilkuletnie dzieci kojarzą teściową z czarnym charakterem. Choćby Sarze i małemu pieguskowi w przyszłości trafiły się najprawdziwsze anioły, mam spore wątpliwości, co do tego, czy będę umieli je po prostu polubić, bo teściowych nie lubi się dla zasady.

Tylko dlaczego?

Może należę do wyjątków, ale naprawdę nie znajduję wielu powodów, dla których mogłabym nie lubić swojej. Jasne, ma swoje niepodważalne prawdy, z którymi absolutnie się nie zgadzam. Niestrudzenie próbuje nas przekonać do powiększenia rodziny – zarówno prośbą, jak i groźbą i nawet pies nie uśpił jej babcinych instynktów. Choćbym inspirowała się samą Nigellą i spędziła sześć godzin przy mikserze – jej ciasto i tak będzie lepsze. Czasem też krzyczy bez wyraźnego powodu, ale przecież wychowała mi męża. To dzięki niej jest właśnie taki. Pewnie, że znalazłoby się parę rzeczy do poprawki, ale, sądząc po tym, że jesteśmy razem już prawie dziesięć lat, nie ma ich znowu tak dużo.

Może pora zerwać ze stereotypami i najnormalniej w świecie spróbować polubić osobę, która doprowadziła naszych mężów, partnerów i chłopaków do stanu jako takiej używalności?

A jak jest u Was? Lubicie swoje teściowe czy niekoniecznie?

Czekam na Wasze opinie w komentarzach!