Siła to blondynka!

Nie jest prosto być kobietą.

Czegokolwiek nie próbowaliby nam wmówić biali, zamożni mężczyźni w średnim wieku, tak właśnie jest. Bycie kobietą to cholernie trudna sprawa. A jeśli zupełnym przypadkiem jesteś do tego blondynką, to wtedy, moja droga, masz po prostu przechlapane.

Możesz mieć na swoim koncie doktorat z chemii stosowanej, prawo jazdy na ciężarówkę i PzKpfw, władać biegle pięcioma językami i czytywać Szekspira w oryginale, ale i tak znajdzie się ktoś, kto podsumuje Cię szyderczym uśmiechem.

Bo blondynki są przecież głupie! I tu wcale nie trzeba być Einsteinem, żeby dojść do takich wniosków, wystarczy znać kilka kawałów i od czasu do czasu rzucić okiem na hamerykańską komedię.

Pamiętam jak dziś dzień, w którym usłyszałam swój pierwszy kawał, którego bohaterką była właśnie blondynka. Miałam wtedy jakieś osiem lat, musiało więc minąć sporo czasu, zanim zrozumiałam jego obrzydliwy, szowinistyczny podtekst. Wtedy jednak myślałam, że to jednorazowa akcja. Ot, ktoś po prostu dodał blondynka, żeby mi dopiec. Jakież było moje zdziwienie, kiedy przeglądając popularne w latach dziewięćdziesiątych książeczki z kawałami, natrafiłam na cały dział O blondynkach. Może czułabym się trochę raźniej, gdyby znalazły się tam też dowcipy O brunetkach, O sztynkach i O rudych, dlatego w skupieniu wertowałam spis treści, który nie pozostawiał złudzeń. To właśnie blondynki muszą być najgłupsze, skoro tej ich głupocie ktoś poświęcił aż 14 stron drobnym drukiem.

Niewiele lepiej było na wielkim ekranie. Jeśli w filmie występował ktoś, kto nie jarzy puent, płacze nad złamanym paznokciem, robi głupie miny i ma bardzo irytujący śmiech, z dużym prawdopodobieństwem jest to blondynka. W RÓŻOWYM.

Długo unikałam tego koloru, żeby nie przeginać. Właściwie pierwszą różową rzecz kupiłam dopiero po studiach (oczywiście nie licząc kapci i piżam 🙂 ), choć w duszy zawsze grał mi rose&roll.

Z wiekiem nauczyłam się też ignorować docinki. Jeśli ktoś chce uważać mnie za głupią, bo jego ciasne horyzonty każą mu ślepo ufać stereotypom – proszę bardzo. Już nie uważam tego za mój problem.

Dzisiaj chciałabym Wam przedstawić trzy babeczki, które udowadniają, że SIŁA JEST BLONDYNKĄ.

Blondynka nr 1

Reese Witherspoon

Wielu kojarzy ją głównie z roli uroczej prawniczki, dlatego mam nadzieję, że zaskoczę Was informacją, że Reese, walcząc o równość dla kobiet w przemyśle filmowym, założyła własną firmę producencką o słodkiej nazwie Hello Sunshine. Nazwy rzeczywiście możesz nie kojarzyć, ale, jak sądzę, obiły Ci się o uszy tytuły takie jak Zaginiona dziewczyna, Dzika droga czy Wielkie kłamstewka? Misją Reese jest opowiadać historie niesamowitych kobiet, dla których nie było miejsca w męskim biznesie. Sądząc po sukcesie wszystkich produkcji, tego właśnie było nam trzeba! Kocham Cię, Reese, jak dorosnę, chcę być Tobą! 

Blondynka nr 2

Joanne Rowling

Zastanawialiście się kiedyś, dlaczego książki Rowling nie są podpisywane pełnym imieniem pisarki, a jedynie inicjałami? Spieszę z odpowiedzią. Kiedy wreszcie trzynasty (TRZYNASTY!) wydawca zdecydował się wydać Harry’ego Pottera, uznał, że niepoprawnością polityczną byłoby ujawnienie faktu, że autorem jest kobieta. To by się po prostu nie sprzedało. Kobieta mogła co najwyżej pisać poradniki dla pań domu, ale jeśli chodzi o fantastykę, była ona broszką mężczyzn. Niesamowite, co? A jednak talentu, wyobraźni i uporu mogą pozazdrościć jej najwięksi pisarze.

Blondynka nr 3

Ewa Chodakowska

Co prawda nie jestem fanką ćwiczeń, ale mówcie, co chcecie. Tej babce udało się osiągnąć coś, czego jak dotąd w Polsce nie było. Przeszło dwa miliony fanów na Facebooku mówią same za siebie. Jeśli istnieje definicja sukcesu, śmiało można zastąpić ją jej podobizną. Jest spełnieniem amerykańskiego snu w Polsce. Spaliła całe tony tłuszczu, udowadniając, że dla prawdziwej pasji nie ma ograniczeń! Ewa, jeśli jeszcze kiedyś znajdę w sobie siłę, żeby być fit – nawet nie spojrzę w stronę konkurencji!

Kochane kobiety! Blondynki, brunetki, szatynki, rude i łyse! Jesteście cudowne właśnie takie, jakie jesteście! A jeśli ktoś próbuje Wam wmówić, że jest inaczej, no cóż… Najczęściej są to osoby, które mocno pokiereszowałyby się skacząc z poziomu swojego ego na poziom swojego IQ. Prawda :)?