O ludziach, którzy wiedzą wszystko

Cenię w ludziach humor i empatię. Pozytywne fluidy, które wysyłają w wszechświat. Ironię, która, jak dla mnie, jest jedynym gwarantem inteligencji. Dystans. Szczerość. Bystrość. Spokój. Pewność siebie, która z kolei daje pewność mnie, że nie muszę ważyć każdego słowa i bać się, że nieopatrznie trafię w któryś z trzystu słabych punktów. Pasję. Wewnętrzny luz. Swobodę w wyrażaniu myśli. Refleksję. I refleks w łapaniu aluzji.

Lubię gadać, zadawać pytania, udzielać odpowiedzi, wciąż dowiadywać się czegoś nowego, czasem coś doradzić i wcale nie rzadziej samej prosić o radę czy opinię.  Jeśli ktoś wie więcej na temat, który mnie interesuje, za wszelką cenę staram się to z niego wydusić, choćby i siłą ;).

Na swoje usprawiedliwienie dodam, że, dla zachowania równowagi, zawsze kieruję się zasadą handlu wymiennego, co w wolnym tłumaczeniu oznacza tyle, że czuję się wręcz zobligowana do odwdzięczenia się. Przeważnie jest to polecenie książki albo autora, artykułu, czasopisma, strony internetowej, innym razem zapodam po prostu jakąś ciekawostkę z dziedziny zainteresowanego, która gdzieś mi mignęła. Tak wiecie, w ramach przyjacielskiego vice versa. Nie, że nachalnie. Nie, że przynoszę ludziom całe reklamówki z materiałami, z którymi warto się zapoznać i zapycham ludziom skrzynki odbiorcze. Nic z tych rzeczy – najczęściej zapominam własnego drugiego śniadania, dlatego moje vice versa najczęściej ogranicza się do rozmowy.

I wiecie co?

Coraz częściej spotykam ludzi, którym trudno cokolwiek polecić.

O dziwo, nie ma to nic wspólnego z wyrafinowanym gustem i wygórowanymi oczekiwaniami. Oni po prostu wiedzą już wszystko. A jeśli już czepiamy się szczegółów, właściwie tylko udają.

Nie zdążysz nawet przejść do meritum, a oni bach, już to znają, już tam byli, już to widzieli. Premiery 2018 czytali w liceum, wychowali się w rytmach islandzkiego rocka  z Twojej tablicy i doskonale znają ten uroczy, niewielki motelik na Mazurach, bo choć otworzyli go zaledwie dwa lata temu, jeżdżą tam od dziecka. Wypróbowali każdy przepis, obejrzeli każdy film wraz z jego remake’em i wszystkimi kontynuacjami, w mieście znają każdy skrót, byli nad każdym jeziorem i każdym festiwalu. Myślisz: WOW i natychmiast zadajesz dwieście pytań, bo tak robią ekstrawertycy, którzy znajdują z kimś wspólny temat, jednak zamiast żywej dyskusji, musisz zadowolić się zdawkowymi odpowiedziami i szybką zmianą tematu. 

Doprawdy nie wiem, skąd w ludziach bierze się ta chęć zgrywania wszechwiedzących. Perfekcja, oprócz tego, że jest piekielnie nudna, ma jeszcze jedną wadę – po prostu nie istnieje. Gdybyśmy wszyscy czytali i oglądali to samo, na dłuższą metę nie mielibyśmy o czym rozmawiać. Sami powiedzcie, ileż razy można się ze sobą zgadzać?

Uwielbiam to, że niektórzy ludzie pokazują mi zupełnie inną perspektywę i dzięki nim mogę poszerzać swoje horyzonty. Nigdy nie odbierałam dzielenia się wiedzą i doświadczeniami jako coś, czego należałoby się wstydzić. Wręcz przeciwnie! Uważam, że jest to najlepsze, co mogę dostać od drugiej osoby, a swoją wszechwiedzącą postawą możemy stracić szansę na rozwój albo przynajmniej obejrzenie dobrej pozycji na Netfliksie. No i troszkę się jednak ośmieszyć, bo, umówmy się, nawet średnio rozgarnięty rozmówca domyśli się, że tak naprawdę nie masz pojęcia o czym mówisz.

Podobało Ci się? Podaj dalej!

NIECH SIĘ NIESIE!