Co chciałabyś powiedzieć tej małej dziewczynce?

Rzadko przychodziła na zajęcia, co było dość dziwne, zważając na to, że je prowadziła. Ale tego dnia przyszła.

Stukot jej obcasów-kaczuszek, który sugerował, że prowadzi zajęcia z literatury staropolskiej, choć wcale tak nie było, roznosił się złowieszczym echem po korytarzu. Tak wielkim, że można by podejrzewać, że jesteśmy w Hogwarcie, a nie w katedrze filologii polskiej. Stuk-puk znowu nie wyjdziemy wcześniej. Stuk puk czy słyszeliście o większych torturach niż zajęcia w maju? Stuk puk a może przyszła tylko przeprosić i powiedzieć, że znowu jej nie będzie? Stuk puk zapraszam do auli. Stuk puk czy słyszeliście o większych torturach niż zajęcia w maju?

Jedno z okien było uchylone i wdzierał się prze nie zapach końca semestru – zwęglonych kiełbasek, taniego piwa z pobliskiej stacji benzynowej i wizji poprawek we wrześniu. Osiem gitar, każda w innej tonacji, sześć nienastrojonych. To właśnie jest muzyka młodości. Niewymuszona nonszalancja czasu.

Jedną spośród najpopularniejszych metod nauczania jest heureza. Należy jednak wystrzegać się jej niepedagogicznej odmiany, czyli pseudoheurezy, która zakłada…

Przez krótką chwilę miałam ochotę wyciągnąć notes i zapisać choćby dzisiejszą datę i nazwę zajęć, ale aura tego, co działo się na zewnątrz była tak upajająca, że właściwie przestało mi przeszkadzać to, że mnie tam nie ma. Zapamiętam. (Kolokwium pokazało, że jednak nie zapamiętałam.) To co najbardziej zaskoczyło mnie w studiowaniu to fakt, że właściwie nikt nie powiedział nic odkrywczego, a jednak mój indeks pełen był drugich terminów. Niewymuszona nonszalancja czasu.

Kwadrans do końca zajęć to zazwyczaj moment, kiedy możesz udawać, że odjeżdża ci właśnie ostatni w tym roku bus i jeśli na niego nie zdążysz, przyszłe Boże Narodzenie spędzisz, śpiewając Przybieżeli do Betlejem z paniami z dziekanatu. To że mieszkasz pięć minut piechotą od uniwersytetu nie ma tu najmniejszego znaczenia, serio.

Z drugiej strony ten dzień udowodnił mi, że podczas ostatnich piętnastu minut zajęć możesz usłyszeć słowa, których nie zapomnisz do końca życia, więc jeśli nie jesteś fanką zwęglonych kiełbasek i nieudanych coverów Dżemu, warto przecierpieć te kilka minut.

W trudnych sytuacjach warto zapytać siebie, co powiedziałaby na to dziewczynka, którą masz w sobie.

Jako dziewczynka uwielbiałam siadać na toaletce z ustami wymalowanymi bordową szminką mojej mamy i opowiadać na głos historie. Robiłam to za każdym razem, kiedy zostawałam sama w domu. Bordo opowieści stały się moim rytuałem, na który czekałam z utęsknieniem  przez cały tydzień. Wybielały zęby, wyszczuplały policzki, uwydatniały błękit spod rzęs. Sprawiały, że w końcu mogę być sobą. Taką jaką jestem – nieco zwariowaną, ze skłonnością do dramatu, zawsze trochę za bardzo.

Szczerze mówiąc, nie cierpiałam tego dzieciaka, którego zbyt długi jęzor wciąż wplątywał nas  w coraz to nowsze kłopoty. Nienawidziłam tego, że w dzwonach wygląda tragicznie, a w szwedach to już w ogóle. Że nie jest dobry z matmy, chociaż bez niej trudno nawet o pracę sprzątaczki. Że obgryza paznokcie, a jego życie towarzyskie toczy się wyśmienicie tylko podczas historii sprzed lustra. Że najbłyskotliwsze teksty przychodzą mu do głowy dopiero wtedy, kiedy kładzie się do łóżka. Że bywa histeryczny. Despotyczny. Nielogiczny.

Pierwszy raz w życiu podeszłam do tej dziewczynki i ją przytuliłam. Tak mocno, że bordowe usta odcisnęły się na mojej jasnej koszuli. Trochę płakała, a kiedy płacze, białka jej oczu robią się tak mocno czerwone, że źrenice wyglądają na prawie granatowe. Jak burza albo coś.

Jesteś cudowna. Właśnie taka, jaka jesteś. 

Wtedy mi nie dowierzała. Do dziś zdarza się jej wątpić.

Powtarzam to jednak tak często, że od czasu do czasu sprawia wrażenie, jakby tego zwątpienia było w niej coraz mniej. To nasz mały sukces.

 

A Ty, co powiesz dziś dziewczynce, która mieszka w Tobie?

Z dedykacją dla wszystkich kobiet z okazji ich święta,

A.