Czy można przesadzić z optymizmem? EFEKT POLLYANNY

– Co!? – kawałek croissanta utknął mi w gardle, choć obiecałam sobie, że nigdy więcej croissantów, bo przy kasie przeważnie zapominam, jak poprawnie wymówić tę nazwę, a jako purystka językowa nie mogę przejść obojętnie obok  takiej ignorancji. Nawet jeśli sama jestem jej sprawcą (z tego samego powodu nigdy nie zamówię już tagliatelle). – Jak można nie lubić Petroneli?

No bo rozumiem, nie lubić Muminków, swetrów z owczej wełny, w skrajnych przypadkach nawet sushi albo – o zgrozo! – różowego. Ale nie lubić Petroneli? Przecież ona jest jak wyczekiwany przez całą zimę pierwszy śpiew lasówki złotawej. Jak promienie słońca, które obserwuje się zza gałęzi, na których dopiero co zakwitły wciąż jeszcze niewinne pączki. Jak młode ziemniaczki z koperkiem. Jak batonik z ciągnącym się karmelem przypadkowo odnaleziony na dnie torebki.

– Nie chodzi o to, że jej nie lubię, ale… No nie wiem… Nie przeszkadza ci to jej całe, nazwijmy to, rozanielenie?

– Jest po prostu optymistką.

– Jeśli już, to bardzo skrajną. Ona podskakuje ze szczęścia, kiedy uda jej się upolować dobre miejsca w kinie. Klaszcze w dłonie, jak UberEats prześle jej kupony zniżkowe. Z Twojego awansu cieszyła się bardziej niż ty sama…

Nigdy wcześniej nie postrzegałam zjawiska optymizmu w kategorii skrajności. Zazwyczaj odbieramy go jak coś pozytywnego.  Wskazuje na to już sama definicja optymizmu, w której słowo pozytywny pojawia się co najmniej kilka razy. I było tak do czasu, kiedy pewnego dnia, przemierzając bezdroża Internetu trafiłam na hasło…

Efekt Pollyanny

Jak przystało na porządny efekt, jego nazwa została zaczerpnięta od osoby, która go zapoczątkowała. W tym przypadku jest nią bohaterka literacka, która w wieku jedenastu lat, zawiedziona, że zamiast wymarzonej lalki dostaje w prezencie kule, i to bynajmniej nie do kręgli a inwalidzkie, zgadza się zagrać z ojcem w pewną osobliwą grę.

I wtedy to się zaczęło.[…] Należy we wszystkim zawsze dojrzeć jakąś dobrą stronę i cieszyć się z niej, obojętnie jaką. I graliśmy w to od tego czasu. A im trudniej, tym większa radość, gdy się z tego wybrnie.

Pollyanna, Eleanor H. Porter, fragmenty

Jak się okazuje, pozytywne myślenie może być niezwykle uzależniające. Dziewczynka decyduje się kontynuować grę nawet wtedy, gdy z półsieroty odpada przedrostek pół, a jej samej przychodzi zamieszkać ze zmanierowaną staropanieństwem i konserwatyzmem ciotką.

Dziś osoby dotknięte efektem Pollyanny nauka definiuje jako poszukujące pozytywnych aspektów we wszystkim, co je spotka przy jednoczesnym ignorowaniu negatywów.

Z jednej strony zakrawa to o manię, bo… jak, do cholery, można cieszyć się z mandatu w MPK albo złamanego obcasa? Jak można ignorować nagłówki o epidemii w Wuhan i myśleć pozytywnie, kiedy nasze tablice na fejsie zaczęły przypominać portal pomagam.pl, przez co wydaje się, jakby połowa populacji cierpiała na rzadki nowotwór? Niewiele lepsza wydaje się druga połowa – głaszczą delfiny na Bali i moczą te swoje opalone i nader długie (i nader szczupłe, i nader wydepilowane, i nader…) nogi w oceanie, który zawsze wygląda na Spokojny. Jak gdyby nie dotyczył ich podatek dochodowy i ZUS.

W obydwu przypadkach cieszenie się ze stówki premii jest co najmniej kłopotliwe.

Ale drugiej strony, zaraz, zaraz… czy nie o to chodziło Epikurowi, Tatarkiewiczowi i legalnej blondynce? I temu gościowi z cytatu o tańczeniu w deszczu, który na pewno nie raz mignął ci w przed oczami podczas scrollowania fejsa?

W swoim życiu przeczytałam tysiące cytatów o szczęściu. Półki mojego regału na książki upstrzone są jaskrawymi poradnikami, których autorzy wydają się wiedzieć o nim wszystko –  od etymologii po genezę. A jednak pamiętam tylko jeden z nich…

„Nie istnieje droga do szczęścia. Szczęście jest drogą.”

                        Thích Nhất Hạnh

 

 

A skoro Pollyannie się udało, skoro Petroneli się udało, skoro tylu buddystów dało radę, to… czemu nie my? Przecież nie trzeba podskakiwać naprawdę. Wystarczy mentalnie.

 

Co myślicie o optymizmie? Może być nadmierny czy jest jak nowy sezon ulubionego serialu – nigdy za wiele?

Lekko się czytało? Wpadnij na mój pastelowy Instagram, żeby być na bieżąco z nowymi tekstami <3

https://www.instagram.com/oh_hanysh/